czwartek, 31 maja 2012

Pierniki

Pierniki

Autorem artykułu jest Ireneusz Mięta
Z całą pewnością każdy obywatel naszego kraju, zapytany skąd pochodzą pierniki odpowie, że z Torunia. Pierniki z Torunia znane są nie tylko w naszym kraju, ale również i za granicą.
Nic w tym dziwnego, ponieważ historia Toruńskich pierników sięga XIV wieku. 
Korzenny smak piernika znamy wszyscy tak samo i walory smakowe zostały docenione również za granicą. Mało kto jednak wie, że dzięki składnikom używanym do wyrobu pierników posiadają one zbawienny wpływ na nasze zdrowie. Oczywiście smak korzenny to odpowiednie przyprawy, których proporcje są tajemnicą, niemniej jednak do wyrobu pysznych pierników używany jest również miód. Miód jest ceniony od dawna za jego dobroczynne właściwości i wykorzystywany w różnych terapiach zdrowotnych na całym świecie. Oczywiście każda pani domu posiada swoje własne wypróbowane przepisy kulinarne, tak samo jak i ja podam wypróbowany przepis na doskonałe pierniki. 

Składniki na piernik:
4 szklanki mąki pszennej , 2 świeże jajka, 1 i 1/2 szklanki cukru, 30 dag miodu (najlepiej różanego) , 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej, 1 opakowanie gotowych przypraw do piernika, 2 kopiaste łyżki masła, 3 łyżki kakao.
Podane powyżej składniki wystarczą każdemu z was na wykonanie od 20 do 30 pierników w zależności od ich wielkości. Posługując się dostępnymi foremkami do ciasta można upiec pierniki, które po polukrowaniu można zawiesić na choince lub, jak kto woli, podawać na półmisku.
Polewa do pierników:
1 tabliczka gorzkiej czekolady, 3/4 szklanki cukru, 1/2 kostki margaryny, 2 łyżki mleka. 2 łyżki kakao
Pierniki można posmarować polewą czekoladową lub lukrem sporządzonym z cukru pudru oraz soku z cytryny. Aby były bardziej kolorowe można je posmarować lukrem i posypać kolorową posypką do ciasta i tortów.
Wykonanie piernika:
Mąkę pszenną mieszamy z sodą i przyprawami do piernika. Po dokładnym wymieszaniu dodajemy również kakao. Mieszanie suchych skalników ma również na celu napowietrzenie mąki i dodatków, co wpłynie na kruchość ciasta. Następnie dodajemy cukier, jajka oraz miód. Bardzo ważne jest, aby miód był w stanie ciekłym, dlatego jeżeli zastygł on w słoiku można go podgrzać wkładając słoik do gorącej wody. Mieszamy wszystkie składniki dodając powoli masło i przechodzimy do fazy ugniatania ciasta. Zagniatamy ciasto (podsypując mąką) tak długo aż stanie się gładkie i połączą się wszystkie składniki. Następnie wałkiem wałkujemy ciasto do półcentymetrowej grubości. Po rozwałkowaniu, ciasto można w całości upiec lub za pomocą foremek do ciasta uformować mniejsze pierniki o fantazyjnych wzorach. Pierniki pieczemy 15 do 20 minut w dobrze nagrzanym piekarniku. Po wyjęciu i ostudzeniu można je dodatkowo posmarować polewą.  W tym celu należy podgrzać 1/2 kostki margaryny, dodać cukier, kakao, a na końcu dodać dwie łyżki mleka oraz tabliczkę gorzkiej czekolady. Smarujemy polewą pierniki i przed wyschnięciem można je posypać kolorową posypką do ciast lub drobno posiekanymi orzechami laskowymi. Życzę wszystkim smacznego.
---
Serwis konkursowy zajmuje się organizowaniem konkurów dla firm i organizacji reklamując produkt lub usługi. Konkursy nie tylko są dobrą zabawą, ale również budują markę firmy.
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 28 maja 2012

Zupa pomidorowa inaczej

Zupa pomidorowa inaczej

Autorem artykułu jest Kazimierz Woźny

Polska kuchnia jest bardzo bogata w przepisy i każde nawet najprostsze danie można przygotować na wiele różnych sposobów. Dzisiaj zaprezentujemy pospolitą pomidorówkę w trochę innej postaci. Zupy z reguły są bardzo proste w przygotowaniu i podlegają bardzo prostej zasadzie - wszystko do garnka i zagotować!

Składniki:

1/ Dwie marchewki
2/ Jedna pietruszka
3/ Dwie kostki rosołowe (rosół z kury, kostka mięsna - aromatyczny bulion pieczeniowy)
4/ Kilka ziaren ziela angielskiego
5/ Dwa liście laurowe
6/ Cztery ziemniaki średniej wielkości
7/ Garść ryżu
8/ Garść drobnego makaronu
9/ Puszka koncentratu pomidorowego
10/ Mała śmietana 18%
11/ Sól, pieprz

Przygotowanie:
Do garnka wlewamy wodę i zaczynamy gotować. Marchewki i pietruszkę kroimy w plasterki, a ziemniaki w kostkę średniej wielkości - wrzucamy do garnka. Dodajemy dwie kostki rosołowe, ziele angielskie, liście laurowe, ryż i makaron - gotujemy 20 minut. Kolejny etap to koncentrat pomidorowy i śmietana (należy pamiętać, aby zawartość garnka stale mieszać podczas dodawania śmietany). Na koniec doprawiamy solą i pieprzem (sól możemy zastąpić przyprawą w płynie), gotujemy jeszcze 5-10 minut i zupa gotowa. Zupę możemy oprószyć koperkiem lub natką pietruszki.

Ciekawostka:
Warto pamiętać, że nawet jeśli nie zachowamy kolejności dodawania składników, a śmietana nam się "zważy", to i tak nic się nie stanie - w smaku na pewno się nie zmieni. Nie należy wierzyć we wszystko co mówi telewizja i popadać w skrajny przesadyzm. Piękne czyste i przede wszystkim duże kuchnie oraz eleganckie garnki (w rzeczywistości zupełnie nie praktyczne) są tylko na pokaz w reklamach i programach kulinarnych. Proszę sobie wyobrazić utrzymanie takiej kuchni z takimi garnkami przy dwójce małych dzieci, gdy oboje rodzice pracują - jest to na pewno mało realne. 
---
http://polskiedania.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

KOTLETY SCHABOWE

KOTLETY SCHABOWE

Autorem artykułu jest Kazimierz Woźny

Kotlety schabowe są jednym z popularniejszych dań w polskiej kuchni.
Przedstawię Państwu jak z prostego kotleta można zrobić wykwintne danie. Potrawa nie jest skomplikowana i nawet początkujący kucharze nie powinni mieć z nią problemów.
Zaprezentujemy dzisiaj jak w łatwy sposób wykonać to danie w około 40 minut.

Składniki:
1/ Ziemniaki
2/ Schab bez kości
3/ Panierka do kotletów (można kupić gotową w sklepie)
4/ Bułka tarta
5/ Sól, pieprz
6/ Sałata masłowa
7/ Pomidor
8/ Sos sałatkowy koperkowy
9/ Olej


Przygotowanie: Ziemniaki obieramy i wstawiamy do gotowania (oczywiście osolone). Sałatę myjemy i rwiemy na kawałki (możemy pokroić - jak nam wygodniej), pomidor kroimy w kostkę lub nieregularne kawałki - dodajemy do sałaty. W szklance lub kubku przygotowujemy sos koperkowy według instrukcji z torebki (2 łyżki stołowe wody + łyżka oleju + zawartość torebki) przygotowanym sosem zalewamy sałatę i mieszamy - sałata gotowa. Przystępujemy do kotletów. Panierkę z torebki mieszamy z bułką tartą 1 do 1 (sama panierka jest zbyt intensywna). Oczywiście przygotowanej panierki z bułką będzie za dużo na kilka kotletów ale pozostałość śmiało możemy przechowywać w torebce papierowej lub jakimś pudełku i wykorzystać przy następnej okazji. Schab kroimy w plastry i tłuczkiem rozbijamy na cieńsze, lekko opruszamy solą i pieprzem (wystarczy z jednej strony). Na płaskim talerzu optaczamy w panierce (mięso jest wilgotne więc nie ma obawy że bułka się nie przyklei). Smażymy na oleju lub smalcu. Sprawdzamy ziemniaki, jeżeli są miękkie możemy odlać wodę i rozetrzeć - Danie gotowe.

Ciekawostka:Ziemniaki gotowane możemy śmiało zastąpić frytkami (wbrew pozorom przygotowanie frytek wcale nie jest dłuższe niż normalne gotowanie ziemniaków), na pewno znacznie podniesie to "prestiż" naszego dania. Do frytek warto zastosować przyprawę do ziemniaków (mieszanka ziół), która nada im niepowtarzalny smak. Opcjonalnie można polać frytki ketchupem.
Równie dobrze schab możemy zastąpić piersią z kurczaka a sos sałatkowy śmietaną 18%.
---
http://polskiedania.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Bigos słodko-kwaśny

Bigos słodko-kwaśny

Autorem artykułu jest Kazimierz Woźny

Dzisiaj zaprezentuję Państwu prosty przepis na BIGOS słodko-kwaśny, przygotowany w proporcjach pół na pół z kapusty słodkiej i kiszonej.
Jest to bardzo ciekawa alternatywa dla tradycyjnego bigosu z kapusty kiszonej i jestem przekonany, że przypadnie Państwu do gustu.

Składniki:
1/  Kapusta kiszona 1kg
2/  Kapusta słodka 1kg (1 nieduża główka)
3/  Puszka fasoli konserwowej
4/  Boczek surowy 0,3-0,4 kg
5/  Kiełbasa cienka (pół laski)
6/  Koncentrat pomidorowy 200g
7/  Przyprawa do bigosu (1 torebka)
8/  Kilka suszonych grzybów
9/  2 liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, sól
10/ Nieduża marchewka

Przygotowanie: Grzyby zalewamy zimną wodą i pozostawiamy do namoczenia. Ścieramy marchewkę na tarce i dodajemy do poszatkowanej kapusty słodkiej - gotujemy (najlepiej w dużym garnku, aby po dodaniu następnych składników wszystko nam się zmieściło). Kapustę kiszoną gotujemy oddzielnie (jeżeli jest bardzo kwaśna, należy ją dwa razy odlać).
W międzyczasie kroimy w kostkę boczek i kiełbasę, po czym podsmażamy je na patelni. Po ugotowaniu zmniejszamy płomień palnika i mieszamy obie kapusty (do dużego garnka ze słodką kapustą dodajemy odlaną kapustę kwaszoną), do całości dodajemy boczek, kiełbasę, liście laurowe, ziele angielskie oraz torebkę przyprawy do bigosu i namoczone grzyby, dokładnie mieszamy. Po wymieszaniu możemy dodać koncentrat pomidorowy i puszkę fasoli bez zalewy (fasola konserwowa jest już ugotowana, dlatego dodajemy ją na końcu), mieszamy ponownie i doprawiamy solą (nie stosować pieprzu, jest w przyprawie do bigosu) - mamy gotową potrawę - Prawda, że łatwe?

Ciekawostka: Jeżeli garnek nam się mocno przypali, to wystarczy wsypać do niego trochę proszku do prania, zalać wodą i zagotować (proszki do prania posiadają znacznie silniejsze detergenty - spalenizna łatwo odstaje)
---
http://polskiedania.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 26 maja 2012

Brązowy skarb

Brązowy skarb

Autorem artykułu jest Krzysztof M.


Znany od niepamiętnych czasów ryż został udomowiony prawdopodobnie w Indiach. Stamtąd powędrował do Chin i Japonii, a także w przeciwną stronę - do Persji, a stamtąd na podbój całego świata.
Do Europy dotarł w VI-VII wieku.
Pierwsze uprawy powstały w Hiszpanii po zdobyciu jej przez Maurów, a także na Sycylii, przez jakiś czas pozostającej pod pano­waniem Arabów. Do Polski trafił ryż prawdopodobnie dość dawno temu - przez bliskie kontakty naszej państwowości utrzymywane z Włochami. Europa wypracowała sobie różne formy używania ryżu; zajadają się nim nie tylko Włosi, ale także Francuzi, Anglicy i inni, m.in. Polacy. Jednak tak naprawdę Europejczycy niewiele o nim wiedzą. Na świecie jest nie mniej niż siedem tysięcy odmian ryżu. Pośród przeróżnych gatunków za najcenniej­szy, najdelikatniejszy uchodzi „basmati", ryż indyjsko-pakistański.
Ryż stał się najpowszechniejszym zbożem na świecie. Korzyści zdro­wotne wynikające z jego spożywa­nia dostrzegają lekarze i dietetycy. Z przeprowadzonych badań wy­nika, że ryż działa korzystnie przy nowotworach, chorobach serca, cukrzycy i wielu innych stanach chronicznych.
Znaczną część uprawianego ryżu przetwarza się i sprzedaje w postaci białego ziarna. Nie jest ono, w przeciwieństwie do pełnego ryżu, kompletnym, odżywczym produktem. Podczas przetwarza­nia usuwa się zewnętrzna powłokę ziarna, która zawiera witaminy i minerały. Biały ryż to głównie skrobia pozbawiona wszelkich walorów odżywczych.
Spośród wszystkich zbóż, ryż jest najbardziej zrównoważonym ziarnem. Zawiera niemal idealną proporcję energii i składników odżyw­czych.
Odżywia wszystkie organy, szcze­gólnie mózg, kręgosłup, płuca, jelita, nerki, pęcherz moczowy i układ roz­rodczy. Przyczynia się także do zacho­wania spokojnego umysłu i właściwego osądu. Piramida żywieniowa wyróżnia brązowy ryż. W zaleceniach amery­kańskiego rządu stwierdza się, że pod­stawą każdego posiłku powinny być pełne zboża, wśród których najlepszy jest właśnie brązowy ryż. Ryż pomaga przy zaburzeniach trawiennych, szcze­gólnie ryż brązowy, zawiera bowiem cztery razy więcej włókien niż polero­wany, dzięki czemu znacząco zwiększa ilość dobrych dla organizmu bakterii w jelicie grubym.
Australijscy naukowcy donoszą, że konsumpcja brązowego ryżu pomogła zmniejszyć produkcję glukozy w wą­trobie u zdrowych osób. Jej niewielka ilość spowalnia wydzielanie insuliny i zapobiega cukrzycy oraz innym zaburzeniom trawiennym. Brązowy ryż chroni przed wystąpieniem chorób serca i wysokiego ciśnienia krwi.
Amerykańskie Stowarzyszenie Serca już dawno rozpoznało znaczenie peł­nego ryżu i innej bogatej we włókna żywności dla utrzymania w zdrowiu układu sercowo-naczyniowego. Dr Dean Ornish w swoim sztandarowym doświadczeniu, które miało wykazać, że choroba wieńcowa może być od­wracalna, swoich pacjentów, będących w zaawansowanym stadium choroby, poddał diecie opartej na brązowym ryżu i innych ziarnach. Japończycy, którzy na ogół mają niskie ciśnienie, zawdzięczają to regularnemu jedzeniu ryżu.
Inne wyniki badań wskazują, że wiele składników odżywczych znajdujących się w ziarenkach ryżu redukuje ryzyko wystąpienia chorób wieńcowych serca. Te drogocenne składniki to: kwas li-noleinowy, włókno, witamina E, selen, folan, a także fitoestrogeny i kwasy fenolowe posiadające właściwości anty-utleniające. Brązowy ryż chroni przed
nowotworami. Kobiety włączając go do zrównoważonej diety makrobiotycznej, przetwarzają estrogeny znacznie szyb­ciej niż kobiety stosujące standartową dietę współczesną. Badacze z Me­dycznego Centrum w Nowej Anglii wywnioskowali, że może to przeciw­działać powstawaniu raka piersi.
Naukowcy z Tulan University odkryli, że pacjenci z nowotworem trzustki lub prostaty, stosujący dietę makrobiotyczną bogatą w brązowy ryż, żyli dwa lub trzy razy dłużej niż pozostali pacjenci. Brązowy ryż i inne zboża mogą zabezpieczyć przed nowotworami poprzez hamowanie niszczącego działania utleniaczy na nabłonek jelit i sąsiadujących komórek - stwierdzają badacze z Uniwersytetu w Minnesocie. Związki fitochemiczne w pełnych ziarnach zbóż dodatkowo blokują pierwsze uszkodzenia DNA i hamują dalszy rozwój guza.
Brązowy ryż zawiera inozytol heksfosfatowy, naturalną substancję, która aktywuje funkcję obronną komórek i hamuje rozwój nowotworu. Również brytyjscy badacze, po przeprowadzonych testach nad ludzkimi komórkami, stwierdzi­li, że jedzenie brązowego ryżu może chronić przed rakiem piersi i jelita grubego. Także Włoski Narodowy Instytut Nowotworów w Mediolanie potwierdził, że dieta makrobiotyczna bogata w brązowy ryż może obniżyć ryzyko powstania raka piersi u kobiet.
Pełny ryż zmniejsza ryzyko powsta­wania cukrzycy.
Według badaczy z Uniwersytetu w Harwardzie, to właśnie biały ryż i żywność bogata w skrobię przyczyniają się do powsta­wania cukrzycy. W roku 1997 przepro­wadzono badania na 65 173 kobietach i stwierdzono, że wśród tych, które jadły żywność o dużej zawartości skrobi i niskiej zawartości włókien, zachorowalność na cukrzycę była 2,5 razy wyższa niż kobiet, które spożywa­ły pełne ziarna. Po przeprowadzonych w Singapurze badaniach interwen­cyjnych, badacze stwierdzili, że 183 pacjentów z cukrzycą, którzy jedli nie-polerowany ryż brązowy, ograniczyli kalorie i produkty tłuste, osiągnięto długoterminową samokontrolę nad chorobą w porównaniu z 95 pacjentami z grupy kontrolnej.
Pełny ryż zmniejsza ryzyko powstawania cuk­rzycy. Zdaniem naukowców australijskich, konsumpcja brązowego ryżu pomogła zmniej­szyć produkcję glukozy w wątrobie u zdrowych ludzi. Jego niewielka ilość spowalnia wydziela­nie insuliny i zapobiega cukrzycy oraz innym zaburzeniom trawiennym.


---
www.cukrzycaazdrowie.pl - magazyn medyczny poświęcony cukrzycy
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

niedziela, 20 maja 2012

Fasolka po Bretońsku

Fasolka po Bretońsku

Autorem artykułu jest Kazimierz Woźny

Przedstawiony przepis jest wypracowany na podstawie wielokrotnych prób i błędów. Stosowałem wszelkie sposoby i przyprawy, okazuje się jednak, że sposób najprostszy jest najlepszy.
Dziś śmiało mogę powiedzieć, że doszedłem do idealnego zestawienia składników - co oddaje w 100% smak "fasolki" - taki, jaki być powinien.
fasolka_po_bretosku


















Składniki:
1/ Fasola JAŚ średniej wielkości lub mała (duża będzie się długo gotować) - 0,5 kg
2/ Boczek najlepiej surowy (jeśli nie mamy - może być wędzony) - 0,3 kg
3/ Kiełbasa cienka (może być podwawelska) - pół laski w zupełności wystarczy (za dużo też nie może być - zrobi się nam wtedy kiełbasa po polsku a nie fasolka po bretońsku),
4/ Koncentrat pomidorowy 200 g
5/ 1 duża cebula
6/ Sól, pieprz, 2 liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, majeranek
7/ 2 czubate łyżki stołowe mąki pszennej

Przygotowanie: 
Jak wiadomo, fasolę warto namoczyć przed gotowaniem (znacznie to skróci czas jej gotowania), dlatego warto ustalić, w jakiej porze dnia będziemy mieli czas na gotowanie, aby odpowiednio wcześnie zalać fasolkę wodą. 
Jeżeli mamy czas rano, to możemy namoczyć fasolę wcześniejszego dnia wieczorem (przez całą noc dobrze się namoczy). Jeśli planujemy gotowanie po południu - namoczyć wystarczy rano przed wyjściem do pracy. Gdy fasolka jest namoczona, możemy przystąpić do gotowania. Przed wstawieniem należy fasolkę wypłukać co najmniej dwa razy. Odlewamy wodę, w której fasola się moczyła, zalewamy świeżą wodą i płuczemy - potem czynność powtarzamy jeszcze raz. Dlaczego jest to takie ważne? Jeżeli nie wypłuczemy albo zagotujemy w wodzie, w której się moczyła, to fasola będzie miała później gorzki posmak.OK, wypłukaliśmy więc wstawiamy do gotowania. Warto zastosować większy garnek, aby zmieściły się nam wszystkie składniki i nie było problemu z "wykipieniem" w czasie gotowania lub mieszania. Warto też wlać więcej wody (część na pewno odparuje i trzeba będzie dolać) i wsypać płaską łyżkę stołową soli. Fasolę należy gotować na intensywnym ogniu (może nie największym, ale dość intensywnym), wtedy szybciej się ugotuje i nie będzie krucha. W takim stanie gotowania pozostawiamy na pół godziny - sprawdzając od czasu do czasu, czy jest wystarczająca ilość wody.
Pół godziny minęło, możemy zabrać się za przygotowanie pozostałych składników. Boczek i kiełbasę kroimy w kostkę (osobiście wolę duże kawałki - wedle uznania) i podsmażamy na patelni, najlepiej na smalcu. Następnie obieramy cebulę, przekrajamy na pół i kroimy na plasterki (równie dobrze możemy pokroić w kostkę - nie ma to znaczenia - jak nam wygodniej). Ze smażeniem cebuli jeszcze trochę poczekamy - ten etap wykonamy trochę później. Praktycznie mamy już przygotowane wszystkie składniki, teraz wystarczy je połączyć.
Sprawdzamy fasolę, jeżeli jest już prawie gotowa to dodajemy podsmażony boczek i kiełbasę (fasola dojdzie w czasie dalszego gotowania), następnie wrzucamy liście laurowe i ziele angielskie oraz dodajemy słoiczek koncentratu pomidorowego (teraz możemy podsmażyć cebulę i dodać ją do reszty). Na tym etapie dodamy też trzy duże szczypty majeranku i doprawimy do smaku solą i pieprzem. Pieprzu wystarczy 1-2 szczypty - sól według gustu. Należy pamiętać, że gorące potrawy sprawiają wrażenie mało słonych, dopiero po ostygnięciu można poczuć, że są za słone. Zalecamy dlatego niezbyt intensywne solenie, jeżeli okaże się później, że fasolka jest nie słona - zawsze będzie można dosolić.
Teraz już pozostaje nam tylko zaprawienie fasolki mąką. W tym celu wlewamy do kubka na dno trochę zimnej wody i wsypujemy 2 łyżki mąki - mieszamy do rozpuszczenia mąki, dolewamy wody, jeśli jest za mało. Konsystencja powinna być płynna - dodajemy ten roztwór do fasolk, stale ją mieszając. Jeżeli fasola jest miękka, to mamy już gotową potrawę - jeżeli nie, gotujemy nadal aż zmięknie.
---
http://polskiedania.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jakie toksyny zawierają grzyby trujące?

Jakie toksyny zawierają grzyby trujące?

Autorem artykułu jest Radosław Pokrzywnicki
Wiele grzybów zawiera substancje szkodliwe dla organizmu człowieka.
W dawnych czasach większość grzybów uważano za trujące lub przynajmniej podejrzane i ludzie woleli ich unikać, zamiast wzbogacać nimi swoje pożywienie. Dziś nasza wiedza na temat grzybów jest o wiele większa, ale niestety przypadki zatruć wciąż się zdarzają.
Wiele lat temu ludzie obawiali się spożywania grzybów. Po pewnym czasie, sytuacja się zmieniła i ludzie coraz częściej po nie sięgali. Zbieranie grzybów - przynajmniej w niektórych krajach - zaczęto gorliwie propagować. To posuwało się niekiedy tak daleko, że prawie wszystkie grzyby zaczęto traktować jako jadalne. Dopiero wzrastająca liczba zatruć, z których niemało kończyło się nawet tragicznie, stała się sygnałem ostrzegawczym i ponownie doprowadziła do zwiększenia ostrożności.
Dzisiaj pełna ocena przydatności danego grzyba, to znaczy uznanie go za jadalny lub trujący, w przypadku wielu gatunków jest bardzo trudna. Okazało się bowiem, że niektóre grzyby, dawniej powszechnie zbierane i spożywane, nie są wcale tak nieszkodliwe jak przypuszczano. Ostre zatrucia wywołują nie tylko substancje bezpośrednio działające toksycznie (po jednorazowym spożyciu), lecz także takie,  które w większości są jeszcze dobrze  nie poznane, a które po wielokrotnym zjedzeniu grzybów danego gatunku gromadzą się w organizmie człowieka i dopiero z opóźnieniem mogą wywołać niekorzystne zmiany różnych organów, przede wszystkim w obrębie przewodu pokarmowego.
Zatrucia  możemy z grubsza podzielić na kilka kategorii według objawów zatruć lub typów toksyn. W każdej takiej grupie wymienione będą tylko te grzyby, które są najczęstszą przyczyną zatruć.

Zatrucia faloidynowe
Tak określa się zatrucia, które zakłócają czynności wątroby. Nazwa toksyny pochodzi od nazwy muchomora sromotnikowego (amanita phalloides), który jest najczęstszą przyczyną takich zatruć.  Wskutek podrażnienia tą toksyną przewodu pokarmowego, pierwszymi objawami są uporczywe wymioty i biegunki, które mogą utrzymywać się przez dwie doby. Pacjent traci dużo wody i soli mineralnych, co prowadzi do silnego wyczerpania organizmu. Potem pojawiają się bóle kurczowe w mięśniach kończyn dolnych, zaburzenia pracy nerek i zupełna apatia. Wkrótce biegunki i wymioty ustają, następuje pozorna ulga poprzedzająca tylko następną fazę zatrucia. Jest to krytyczny moment zatrucia. Jeśli pacjentowi wcześniej nie udzielono wystarczającej pomocy lekarskiej lub gdy spożył on większą ilość potrawy z grzyba, to traci przytomność i po 5-6 dniach umiera wskutek uszkodzeń wątroby i mózgu. Jeszcze trzydzieści lat temu zatrucia muchomorem sromotnikowym powodowały śmierć około 80% procent osób zatrutych. Dzisiaj, przy stale ulepszanych, nowoczesnych metodach leczenia, liczba zgonów znacznie się zmniejszyła i stanowi nie więcej niż 15 % przypadków. W dalszym ciągu jednak zatrucie muchomorem sromotnikowym stanowi bardzo poważne zagrożenie dla życia.

Zatrucie muskaryną
Nazwa tej substancji pochodzi od nazwy gatunkowej muchomora czerwonego - amanita muscaria. Dawniej jego owocniki moczono w mleku i używano ich do trucia much. Dopiero w XX wieku stwierdzono, że zarówno muchomor czerwony, jak też muchomor plamisty (amanita pantherina) zawierają nieznaczne ilości muskaryny oraz że ich toksyczność zależy od innej substancji. Natomiast duże ilości muskaryny znaleziono u innych grzybów, takich jak strzępiaki i niektóre gatunki białych lejówek.
Zatrucie muskaryną ujawnia się niekiedy już w czasie spożywania grzyba, ale zwykle występuje później, w ciągu dwóch godzin od posiłku. Doprowadza ono do gwałtownych potów oraz do wzmożonego wydzielania gruczołów ślinowych i łzowych, wymiotów, biegunek, zaburzenia czynności serca z rzadkoskurczem i dreszczy. Charakterystyczne jest przede wszystkim zwężenie źrenic i zaburzenia wzroku. Najczęstszą przyczyną zatruć muskarynowych w całej Europie jest strzępiak ceglasty (inocybe patouillardii), który zawiera około 500 razy tyle muskaryny co muchomor czerwony. Śmiertelna dawka wynosi od 100-150 g grzyba.

Zatrucia psychotropowe
Są to zatrucia powodujące podrażnienie tkanki mózgowej. Przez długi czas jedynie muchomor czerwony był znany jako przyczyna zatruć, którym towarzyszyły zaburzenia psychiczne. Dopiero w latach pięćdziesiątych XX wieku odkryto inne grzyby trujące, po których zjedzeniu dochodzi do zaburzeń psychicznych. Wyróżnia się dwa typy zatruć psychotropowych: zatrucia psychotoniczne, powodowane przez tak zwaną mikoatropinę, i zatrucia psycholeptyczne, które wywołuje psylocybina.
Zatrucia pochodnym izoksazolu następują po spożyciu trzech gatunków muchomorów : muchomora plamistego (amnita pantherina), muchomora czerwonego oraz muchomora królewskiego (amanita regalis). Substancje toksyczne zawarte w owocnikach tego ostatniego gatunku nie są do dziś dokładnie zidentyfikowane i dlatego określa się je jako powodująca zatrucia mikoatropina.
Przebieg zatruć w przypadku spożycia wszystkich trzech wymienionych gatunków jest dość podobny. W pół godziny do trzech godzin od spożycia pojawiają się mdłości i wymioty, bóle głowy, zaburzenia czynności serca, zaczerwienienie źrenic prowadzące niekiedy do zaburzeń widzenia. Stan zatrutego często przypomina upojenie alkoholowe, pacjent bardzo dużo mówi, przeklina, śmieje się lub płacze, sam się uderza lub biega dookoła. Taki stan pobudzenia może być niebezpieczny dla chorego i powinien być zahamowany. W następnej fazie zatrucia pacjent popada w stan odurzenia, który niekiedy może zanikąć, ma halucynacje, krzyczy, broni się przed urojonym niebezpieczeństwem, by wreszcie zapaść w głęboki sen, z którego z reguły budzi się już w normalnym stanie, nie pamiętając o wszystkich swoich przeżyciach. Zatrucie najczęściej ustępuje po  dwóch lub trzech dniach. Pierwszą pomoc powinno stanowić spowodowanie wymiotów. Chorego należy przewieźć do szpitala, nie podając mu w czasie zatrucia ani alkoholu, ani mleka.

Zatrucia orelaniną
Zatrucia te powodują zasłonaki (cortinarius). Pierwsze zatrucie zasłonakiem rudym (cortinarius orellanus), któremu w Polsce uległo wiele osób, wzbudziło sensację przede wszystkim wśród mikologów. Wykazano wówczas istnienie substancji toksycznych w wielu innych gatunkach tego rodzaju, wcześniej uważanych za grzyby nieszkodliwe. Co roku dowiadujemy się o kolejnych takich gatunkach.
Dla zatruć orleaniną jest charakterystyczny stosunkowo długi okres, jaki mija od spożycia grzyba do wystąpienia pierwszych objawów zatrucia. Jest to najdłuższy okres latencji wśród wszystkich znanych zatruć grzybami, który może dochodzić do nawet 17 dni, co powoduje, że trudno jest powiązać pierwsze objawy zatrucia z tak odległym w czasie momentem spożycia grzybów. Toksyna powoduje ostre lub chroniczne uszkodzenie nerek. Początkowo występuje wielomocz, przechodzący w skąpomocz, następnie pojawiają się bóle brzucha, wymioty z równoczesnym uczuciem suchości w ustach i pragnienie. Bez odpowiedniej pomocy pacjent umiera z powodu niewydolności nerek.
Nazwa orelanina wywodzi się od nazwy gatunkowej c. orellanus, z którego została po raz pierwszy wyizolowana. Jest ona silniejsza niż toksyny muchomora sromotnikowego i stanowi mieszanię około 10 związków, z których najważniejsza jest grzymalina (nazwa pochodzi od nazwiska polskiego odkrywcy, S. Grzymały). Leczenie zatruć tymi toksynami jest możliwe tylko w specjalnych oddziałach dobrze wyposażonych klinik, gdzie pacjent może być podłączony do sztucznej nerki. Zatrucia te mogą także powodować : zasłoniak spiczasty (c. speciosissimus) i zasłoniak żółtobrzegi (c.gentillis).
Jeśli z jakiegokolwiek powodu, po zjedzeniu potraw z zawartością grzybów poczujemy się dziwnie, zawsze powinniśmy zgłosić się możliwie najszybciej do najbliższego lekarza. Bagatelizacja zatrucia grzybami może zakończyć się tragicznie, dlatego niezbędna jest wówczas pierwsza pomoc lekarska.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 17 maja 2012

Nowalijki na wiosnę

Nowalijki na wiosnę

Autorem artykułu jest Gabriela Wrona
Kalarepa (źródło: Wikimedia)

Zima już dawno za nami i gołym okiem widać, że na dobre rozgościła się wiosna. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na nadejście cieplejszych dni. Słońce coraz dłużej widnieje nad horyzontem, co sprawia, że natura budzi się do życia. Świat się zieleni, wszystko kwitnie i zachwyca świeżością kolorów.
Pora wyrwać się z zimowego letargu i przestawić swój organizm na wyższe obroty. Pomoże nam w tym wiosenna dieta pełna nowalijek, które są podstawowym składnikiem lekkich wiosennych dań. Dzięki poniższym przepisom zyskamy więcej energii i zamienimy zimową ociężałość w wiosenną lekkość.
Z młodych warzyw można przygotować bardzo smaczne dania obiadowe, sałatki, przekąski oraz desery. Ciekawą propozycją są faszerowane kalarepki, które można podawać jako przekąskę lub dodatek do dań mięsnych.
Dwie kalarepki obieramy, kroimy na pół i wydrążamy środki, tak aby została ścianka miąższu o grubości ok. 1 cm. Tak przygotowane „miseczki” gotować w osolonej wodzie ok. 15 minut. W międzyczasie przygotowujemy farsz. Wydrążone środki kalarepy kroimy w słupki, 25 dag młodej marchewki kroimy w kostkę.
Wrzucamy do gotującej się wody na 5 minut. Na 2 minuty przed końcem gotowania dorzucamy jeszcze zielony groszek. Ugotowane kalarepki wyjmujemy, a pozostałe warzywa odcedzamy i mieszamy z ugotowaną wcześniej kaszą pęczak. Na patelni rozgrzewamy masło i powoli dolewamy 200 ml mleka i 300 ml bulionu warzywnego (z kostki).
Tak przygotowany sos doprawiamy solą, pieprzem i przyprawą curry i zalewamy nim mieszankę warzyw z kaszą. Połówki kalarepek faszerujemy, układamy w naczyniu żaroodpornym i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200°C. Zapiekamy 10 minut i na końcu posypujemy posiekaną natką pietruszki. Danie pyszne, zdrowe i pełne witamin!
Młode warzywa są prawdziwą bombą witaminową, jednak najlepiej spożywać te wyhodowane we własnym ogródku. Nowalijki mają bardzo cienką skórkę, co naraża je na nadmierne wchłanianie nawozów stosowanych przez dostawców. Lepiej nie kupować nowalijek pochodzących z przydrożnych gospodarstw rolnych, ponieważ tak umiejscowione uprawy są szczególnie narażone na działanie rtęci i ołowiu. Jeśli nie wiemy skąd pochodzą zakupione przez nas nowalijki, najlepiej obrać je ze skórki i dokładnie umyć.
---
G. W.
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 12 maja 2012

Nie tylko krowie - mleka z ziaren i orzechów

Nie tylko krowie - mleka z ziaren i orzechów

Mleko to wydzielina z gruczołów mlekowych ssaków, ale zwykło się tak też nazywać napoje wegańskie otrzymywane z soi, ryżu i innych ziaren.
Mleko można również otrzymać z orzechów. Jeśli zamierzasz zostać weganinem albo masz alergię na mleko krowie, a trudno ci o nim zapomnieć, nie przejmuj się. Będziesz mógł pić mleko, tylko o trochę innym smaku. Ale będzie to mleko równie zdrowe, zwłaszcza jeśli zrobisz je sam.
Oczywiście możesz poszukać na półkach sklepowych różnych rodzajów mleka, ale nie masz wtedy pewności, co tak naprawdę w nich jest. Poza tym domowy wyrób często okazuje się o wiele tańszy. Tak jest m.in. z mlekiem sojowym, którego cena jest dosyć wysoka. Bardziej opłacalne jest kupno ziaren soi i zrobienie z nich mleka. Za pomocą naturalnych składników możesz mu nadać określony smak, waniliowy bądź czekoladowy.
Mleko sojowe:
- 2 szklanki ziaren soi
- 12 szklanek wody
Soję zalewamy sześcioma szklankami wody i odstawiamy na noc. Następnego dnia miksujemy i dolewamy resztę wody. Gotujemy pół godziny i przecedzamy przez gazę. Z podanych składników otrzymamy ok. 2 litrów mleka sojowego. Możemy dodać do niego cukier, cukier waniliowy lub kakao. Przechowujemy je w lodówce do trzech dni. Mleko sojowe może stanowić ciekawy dodatek do wypieków czy drinków z wódką.
Mleko owsiane:
- 2 szklanki płatków owsianych
- 10 szklanek przegotowanej wody
- łyżeczka cukru waniliowego
- szczypta soli
Płatki owsiane zalewamy dwiema szklankami wody i zostawiamy na noc. Następnego dnia miksujemy i dolewamy resztę wody. Przecedzamy przez gazę i zużywamy w ciągu 48 godzin. Resztki, które zostaną na gazie możemy zużyć do ciasta.
Mleko ryżowe:
- 1 szklanka świeżo ugotowanego ryżu, najlepiej brązowego
- 4 szklanki bardzo gorącej wody
- łyżeczka cukru waniliowego
Ryż miksujemy z wodą i cukrem waniliowym. Odstawiamy na pół godziny, a następnie przelewamy do butelki tak, by cały osad został na dnie garnka.  
Mleko migdałowe:
- 2 szklanki migdałów
- 10 szklanek wody
Migdały blanszujemy i zalewamy dwiema szklankami wody, zostawiając na noc. Następnego dnia odcedzamy, dolewamy dwie szklanki wody i miksujemy. Dolewamy resztę wody i ponownie miksujemy. Przecedzamy przez gazę i przechowujemy do 48 godzin. Pozostałą papkę migdałową można wymieszać z cukrem i dolać kilka łyżek mleka migdałowego, by posmarować naleśniki.

-- O autorze
gosia